Jak słuchać intuicji i nie dać się wyprowadzić w maliny ;)

Rajd górski. Odbywająca się co rok impreza zrzesza zwolenników nocnego chodzenia po lesie. Start około godziny 21, a trasa wiedzie plus minus 60 km, więc szczęśliwi finaliści docierają nawet po 24 godzinach.

Noc, czerwiec, ciepłe powietrze, mgły nad ranem i dowolność w wyborze tempa, oraz długości trasy to charakterystyka tego wydarzenia. A także to, że jest to impreza całkowicie dobrowolna, gdzie każdy bierze pełną odpowiedzialność za siebie i swoją obecność w Lesie. Oznacza to też tyle, że nikt nie czeka na mecie, nie ma wygranych, medali, dyplomów, ani fanfar, a jedynym z czym się mierzysz to własna głowa z jej ciągłym monologiem plus kondycja ciała.

W tym roku spontanicznie zdecydowałam wybrać się z moim Partnerem po raz drugi. Dwa lata przerwy dzieliły moją obecność na szlaku.

Doświadczenie

Wyruszyliśmy. Trasa przebiegała w Beskidzie sądeckim. Po trzech godzinach zróżnicowanej pod względem nachylenia, podłoża i temperatury otoczenia, trasy w całkowitych ciemnościach rozświetlanych tylko przez światło czołówki zobaczyliśmy, że ścieżka zaczyna piąć się stromo w górę i zbocze stało się skaliste, a po chwili pojawiły się nawet schody, dla łatwiejszego pokonywania pionowych przewyższeń. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach przebytych w pionie, GPS, który nas prowadził poinformował, że zboczyliśmy z trasy. W tym samym momencie, tuż nad naszymi głowami, zaczęła pohukiwać sowa. Mój Partner zapytał: co ona mówi? A mnie cisnęła się odpowiedź: „zawróć, zawróć”. Milczałam, za to W powiedział: „słuchaj dojdziemy na Vysoką, a później w lewo”. Poszliśmy.

Na szczycie, z którego w ciągu dnia roztacza się bajeczny widok na okoliczne pasma gór i dolinę, okazało się, że jedyną opcją zejścia jest droga, którą weszliśmy 🙁 Niestety.

Kilkadziesiąt minut kosztowało nas to doświadczenie i w dalszym ciągu 52 km przed nami. Idziemy kolejną godzinę, może dwie, trochę już mechanicznie, trochę na autopilocie. W chwilach, gdy głowa chce się zatrzymać i zasnąć pod najbliższym drzewem pojawia się tylko pobudzający wewnętrzny nakaz: dasz radę. To mantra, która pozwalała mi ukończyć 10 km bieg górski z pierwszą lokatą – działa i w tym wypadku.

Idziemy. Droga prowadzi ostro w dół i mijamy słup z informacjami o rozwidleniu szlaków. I znowu wewnętrzny głos podszeptuje: „w prawo”. Wtedy odzywa się  W: „idziemy prosto”.
Milczę i schodzę za nim zakosami po ostrym zboczu w dół. Po 100 metrach GPS informuje nas o tym, że zboczyliśmy z drogi. Chwilę sprawdzenia z mapą i pniemy się śliskim zboczem do rozwidlenia na którym skręcamy na właściwą drogę.

Zrozumienie

Jako numerologiczna dwójka (11) wiem, że absolutnie nie powinnam się podporządkować. A jednak – zmęczenie, brak snu, niecodzienne warunki  i nieoczekiwane sytuacje, spowodowały, że zignorowałam, w tym wypadku, znaki i przeczucia. Wiem też, że kluczowe dla mnie jest, aby słuchać intuicji  i zawsze, gdy ją zignoruję dostaję „bęcki” od Wszechświata.

Kreacja

Dalszą drogę przebywam z uważnością, jestem czujna. Finalnie, gdy już po świcie schodzimy w dolinę i mija nas po raz drugi ten sam samochód, który zatrzymuje się z pytaniem kierującej dziewczyny o drogę, odczytujemy to jako „palec Boży” i szczęśliwie zjeżdżamy do pobliskiego miasta.

Marzyłam tylko o jednym: położyć się w ustronnym, w miarę płaskim miejscu i zasnąć. Autobus, który później nadjechał kosztował nas dokładnie taką kwotę w gotówce, jaką miałam w plecaku. Również miejsce do spania znaleźliśmy przypadkiem-nie-przypadkiem idealne. Takich „zbiegów okoliczności” było sporo więcej. Poddaliśmy się prowadzeniu Góry, Siły Wyższej.

Ostatecznie tej nocy, w tej edycji wydarzenia, przeszliśmy ponad  trzydzieści procent wyznaczonego dystansu i czuję się spełniona. Pełna inspiracji, mocy do działania, napełniona energią ładu natury, dźwięków ptaków o poranku, ferią zapachów wypełniających nozdrza. Jestem wdzięczna za to doświadczenie, lekcje z niego płynące. Gdy zdarzają się rzeczy mniej przyjemne, traktowane jako porażki, zboczenia ze szlaku, to wyciągasz wnioski, otrząsasz się i idziesz dalej. Nie zaburza to Twojego dobrostanu i spokoju. Tak też definiuję rozwój i świadomość.

A Ty? Jak uważasz, czym dla Ciebie jest rozwój?

Comments are closed.